poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Obiad: tofuryba oraz sos dyniowo-marchewkowy do makaronu

Często robię zakupy, a dopiero później wymyślam co z tego przyrządzę.
Niedawno w Biedrze nabyłam pół małej dyni - miała być zupa, ale sos z makaronem jest jednak bardziej sycący.
No i tofu - kostka za 2,99! Kupiłam trzy. Okazuje się, że jednak zbyt mało, bo przyszło mi do głowy zrobić tofurybę, a jest to potrawa wyjątkowo uzależniająca...


Sos dyniowo-marchewkowy (o podobnym pisałam TUTAJ):

-pół niedużej dyni obranej i pokrojonej w sporą kostkę
-4 marchewki obrane i pokrojone w spore kawałki
-4 ząbki czosnku pokrojone w plasterki
-ok 2 łyżeczek curry
-olej(tutaj akurat kokosowy - 1 łyżka)
-sól i pieprz
-pół szklanki pestek słonecznika*
-1-2 łyżki soku z cytryny
-makaron (u mnie bezglutenowy)
-szczypiorek
-sezam uprażony na złoto na suchej patelni

 Na rozgrzanym na patelni oleju podsmażyć przez chwilkę czosnek, następnie dodać curry, przemieszać i dodać dynię, sól& pieprz i dusić pod przykryciem do miękkości (ja dolewałam kapkę wrzątku).

Marchewkę ugotować oddzielnie w niewielkiej ilości wody (tyle, żeby ledwie przykryła marchew)

W międzyczasie ugotować makaron i przygotować śmietanę słonecznikową: słonecznik zalać wrzątkiem i zostawić na chwilę. Po 10 minutach wodę odlać, nalać świeżej, tylko tyle, aby przykryła słonecznik. Blendować przez minutę, dodajemy sok z cytryny, szczyptę soli, dolać trochę więcej wody i blendować jeszcze chwilę. Powinno się uzyskać gładką, jednorodną śmietankę.
Genialnie śmietanka ta nadaje się do wszelkich sosów nadając im odpowiednią konsystencję i łagodząc smak.

Śmietankę wlać do naczynia z duszoną do miękkości dynią, dodać marchewki wraz z resztką płynu, w którym się gotowały i potraktować blenderem uzyskując gładką, aksamitną masę. Najlepiej ostatecznie spróbować i ewentualnie dodać sól czy też pieprz.

Sos podawać z makaronem posypany szczypiorkiem oraz uprażonym sezamem.

Fajnie komponuje się też suszonymi pomidorami z zalewy.

*Śmietankę można przygotować wcześniej i przechowywać w lodówce.



Tofuryba (było o niej TUTAJ):

-kostka tofu
-sos sojowy
-1 łyżka octu winnego
-listek glonów nori
-2 łyżki mąki kukurydzianej*
-2 łyżi mąki ryżowej*
-1 łyżka mąki ziemniaczanej*
-sól
-woda dla nadania konsystencji

Tofu w 0,5 centymetrowe plasterki, a płatek nori w 4-5 cm paseczki (do cięcia nori używałam nożyczek kuchennych).

Tofu polać obficie mieszaniną sosu sojowego i octu. Odstawić.
Mąkę, wodę i sól wymieszać do uzyskania gładkiego, gęstawego ciasta naleśnikowego.
Odstawić na bok.

Kawałki tofu wyjmować z zalewy, zawijać w paseczki nori, maczać w cieście i smażyć na nieco większej ilości oleju do zrumienienia.

Na koniec odsączyć w papierowym ręczniku.

*Możesz użyć mąki pszennej z ziemniaczaną

czwartek, 25 sierpnia 2016

Trufle jaglane - kokosowe i z nutą pomarańczy ;)

Pamiętacie przepis na kokosowy sernik jaglany z nutą pomarańczy? Dziś na tej samej bazie przygotowałam trufelki jaglane. Poczęstowałam w pracy kilka osób - mówili, że pyszne, i żeby przepis dać. To daję:



Przygotowanie trufli jest dość proste - do pewnego momentu w zasadzie nie różni się niczym od przygotowania sernika, ale dla porządku przytaczam oddzielnie przepis:

Masa na trufle:
-1 szklanka kaszy jaglanej
-2 szklanki mleka np. sojowe* (+ 1 szklanka)
-1 szklanka wody
-8 łyżek cukru
-200 g (dwie torebki) wiórków kokosowych
-1 cukier waniliowy
-kilka kropli zapachu pomarańczowego i waniliowego itp
-1 spora pomarańcza
-szczypta soli
-1 łyżeczka "z górką" oleju kokosowego (albo łyżka zwykłego)


Do obtaczania:

-100 g wiórków kokosowych
-kakao

Pomarańczę umyć, sparzyć wrzątkiem, zetrzeć z niej skórkę (tylko pomarańczową część - biała pod spodem jest gorzka!), a następnie z owocu wycisnąć sok.
Kaszę bardzo dokładnie przepłukać na sitku pod bieżącą, gorącą wodą (albo wrzątkiem, jak czynią to niektórzy). Przełożyć do garnka, dolać mleko (2 szklanki) i wodę, zagotować i gotować mieszając niekiedy, aż do wchłonięcia całego płynu. Mieszanie jest niezbędne*, bo masa może przywierać do dna naczynia po zgęstnieniu. Dolać dodatkową szklankę mleka, sok i skórkę z pomarańczy, sól, cukier i cukier waniliowy oraz zapach śmietankowy, wiórki. Wymieszać i gotować ponownie do wchłonięcia całego płynu nie zapominając o ciągłym mieszaniu.
Masę lekko wystudzić i zmiksować bardzo dokładnie "żyrafą". Można dodać wspomnianą w składnikach łyżeczkę oleju koko - ja lubię z olejem, ale nie jest to niezbędne.

Oddzielać łyżką nieduże porcje i wilgotnymi dłoniami formować kulki wielkości orzecha włoskiego. Część obtaczać w wiórkach, część w kakao.
Schłodzić w lodówce.

Najlepiej smakują następnego dnia.

środa, 24 sierpnia 2016

Gofry z twarożkiem - bez glutenu, bez mleka, bez jajek

Gofry wytrawne, kolejna śniadaniowa ekwilibrystyka - zastępują mi pieczywo w posiłku, a tego jeszcze w swoich bezglutenowych próbach nie ogarnęłam do końca.
W sumie nic wielkiego, ale gofry, jak naleśniki, przeważnie wcina się na słodko, waniliowo i dżemowo. A tu sól, pieprz, cebula, szczypior i rzodkiewki...


Mieszankę mąk bezglutenowych zrobiłam wg własnego pomysłu - w necie jest masa przepisów, ale nie wszystko było dla mnie możliwe do wykonania - tapioka, czy inne mąki kasztanowe są trochę zbyt kosztowne. Sprawdziłam zawartość spiżarni i przygotowałam coś takiego:

Domowy mix mąk bezglutenowych:*
-6 łyżek mąki gryczanej
-3 łyżki mąki kukurydzianej
-3 łyżki mąki ziemniaczanej
-3 łyżki mąki ryżowej

Poza tym:
-2 łyżki siemienia lnianego
-ok pół szklanki gorącej wody

-2 łyżeczki proszku do pieczenia (tu bezglutenowy)
-1 łyżeczka sody
-1/2 łyżeczki soli
-1 łyżeczka cukru

-2 szklanki mleka sojowego
-1 łyżka octu
-1/3 szklanki oleju + olej do smarowania gofrownicy

Mieszankę mąk oraz pozostałe suche składniki wymieszać dokładnie, dodać mokre i zmiksować. Masa powinna mieć gęstość śmietany - nie kit, ale też nie wodnista. Ewentualnie rozcieńczyć wodą lub mlekiem.
Odstawić na jakiś kwadrans.

Gofrownicę rozgrzać, smarować olejem i nalewać porcję ciasta. Piec na rumiano - każda maszyna ma swój czas pieczenia - u mnie było to ok.4-5 minut.

*Glutenowcy mogą oczywiście użyć mąk zawierających gluten ;)



Twarożek słonecznikowy (pisałam o nim TUTAJ):
-1 szklanka namoczonego na noc słonecznika (ostatecznie ugotuj go przez kwadrans ;)
-woda do miksowania
-olej
-sok z cytryny do smaku

Dodatki:
-1/2 niedużej czerwonej cebuli
-1/2 niedużej zwykłej cebuli
-klika rzodkiewiek
-sól i pieprz do smaku

Słonecznik odsączyć, przepłukać na sicie, przełożyć do naczynia, dodać pozostałe składniki i miksować - masa powinna mieć... no, taką twarożkową konsystencję.
Dodać pokrojone drobniej warzywa, sól oraz pieprz i wymieszać łyżką.




sobota, 20 sierpnia 2016

Śniadaniowy, jaglany budyń z owocami

W związku z moją niechęcią do słodkich śniadań, oraz lekkim znudzeniem wytrawnymi, przekonuję się do miksowanych, porannych dań - jaglanka jako taka nie jest dla mnie jakoś specjalnie pociągająca, ale zblendowana na gładką masę, wraz ze wszystkimi dodatkami, to już zupełnie co innego.
Budyń jaglany (tudzież smoothie z odrobinę mniejszą ilością mleka...;), jest idealnym rozwiązaniem na poranny pośpiech - po prostu wrzucasz wszystko do blendera, wciskasz guzik i po chwili masz zdrowe, pożywne, słodkie, choć bezcukrowe, oraz bezglutenowe śniadanie.
I tak przy okazji: kaszę gotuję raz na kilka dni, i przechowuję w lodówce - rankiem tylko wyciągam pudełko i odmierzam kilka łyżek.


Budyń jaglany:
-1 i 1/2 banana
-1 nektarynka (bez pestki, ale ze skórką)
-1 szkl mleka sojowego
-3-4 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej

-ulubione owoce jako dodatek

Wszystkie składniki wrzucić do wysokiego naczynia i zblendować na bardzo gładką masę.

Posypać owocami.

Można zjeść rano w domu, ale też zabrać do pracy czy na uczelnię.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Bezglutenowe ciasto marchewkowe

W naszym domu ciasta najczęściej piecze Maja - jej murzynki czy szarlotki wyglądają smakowicie, ale nie są wegańskie i bezglutenowe.
Nie jestem jakąś wielką miłośniczką słodkości (no, chyba że jest to czekolada z masłem orzechowym... ;).
Jednak raz na jakiś czas zjadłoby się kawałek domowego ciasta. 
No to się upiekło. 
Naprędce oczywiście. 
I zjadło. 
Kawałek oczywiście.
Albo i ze trzy... ;)


Ciasto marchewkowe (bazą był przepis Sojaturobię):

Suche:
-2 szklanki mąki mąki gryczanej
-1 płaska łyżeczka soli
-2 łyżeczki proszku do pieczenia
-1 łyżeczka sody
-1 łyżeczka cynamonu
-cukier waniliowy
-4 - 5 łyżek cukru
-1/2 szklanki wiórków kokosowych
-1 szkl orzechów włoskich pokrojonych nieco drobniej (nie miałam takiej ilości, użyłam orzechów, pestek dyni i słonecznika)

Mokre:
-2 banany rozgniecione widelcem na papkę
-ok 1/2 szkl oleju
-otarta skórka (tylko pomarańczowa część!) i sok z 1 pomarańczy
-1 szkl żurawiny suszonej zalanej wrzątkiem na kilka minut i odsączonej - odłożyć garść do ozdobienia
-5 średnich marchewek (ok 0.5 kg) utartych na drobnych oczkach tarki

Pozostałe:
-1 łyżka octu winnego
-1 szkl mleka sojowego

-2 łyżki mielonego (świeżo!) siemienia lnianego
-5 - 6 łyżek wody

-1 tabliczka gorzkiej czekolady


Siemię lniane wymieszać z wodą i odstawić na jakiś kwadrans.

Mleko połączyć z octem i miksować przez ok. 1  minutę.

Suche składniki połączyć i wymieszać.

Mokre składniki również połączyć i wymieszać.

Wszystkie cztery mikstury przełożyć do naczynia, w którym będzie wyrabiane ciasto i mieszać bardzo dokładnie drewnianą kopyścią.
Odstawić na 10 - 15 minut.

Gotową masę jeszcze raz przemieszać i przelać do wysmarowanej olejem i wysypanej mąką blaszki.

Piec ok. 30 minut w temp 180 st. C. na dolnym grzaniu (górny poziom piekarnika)
Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do ok 150 st. C. i piec jeszcze ok 15 minut.
Przed wyjęciem sprawdzić patyczkiem, czy na pewno ciasto jest suche.

Czekoladę rozgrzać w kąpieli wodnej (miska wsadzona w garnek z wrzątkiem), a gdy konsystencja jest już odpowiednia, rozsmarować po wierzchu ciasta.

Ozdobić np. wiórkami kokosowymi i odłożoną wcześniej żurawiną.











wtorek, 16 sierpnia 2016

Jaglane smoothie ze śliwką i cynamonem

Gdy nie ma czasu na nic innego, najlepiej sprawdza się szybkie śniadanie, czyli na ten przykład kaszowe smoothie z owocami. Tu jedynym źródłem cukru jest banan. Smoothie można wypić przez słomkę, lub zjeść łyżką.

Dzisiejszy zestaw śliwkowo-cynamonowy pachnie nadchodzącą jesienią - wszak to już połowa sierpnia... 

Smoothie ze śliwką:
-1 szklanka mleka roślinnego
-2-3 łyżki ugotowanej kaszy jaglanej
-2 banany (użyłam jednego, było dość cierpko)
-5-6 śliwek węgierek
-1 płaska łyżeczka cynamonu

Wszystkie składniki dokładnie zmiksować.



poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Obiad najlepszy: marchewkowo-imbirowa zupa-krem ze śmietaną, pieczone ziemniaki z hummusem i sosami, oraz sałatka

Dania, które przygotowuję przeważnie są dosyć szybkie w wykonaniu. Ale gdy się ma wreszcie wolny od pracy kolejny dzień, można nieco więcej czasu poświęcić na obiad dla rodziny (tym razem prawie dwie godziny...). 
Dziś była imbirowa zupa krem z marchewek ze śmietaną słonecznikową, pieczone ziemniaki z sosami i hummusem, oraz sałatka (prawie) ze śmietaną.
Zupa i hummus, to moje stare przepisy - TU i TU. O sojonezie  pisałam TU.

Pomysł na sojonez w sałatce (zamiast śmietany), podsunął mi widziany parę dni temu obiadowy post weganona. Jednak sojonezową śmietanę przygotowałam jak zwykle po swojemu.
Pieczone ziemniaki oraz musztardowy, słodkawy sos, to już inspiracja z vloga That Vegan Mom i również modyfikacja przepisu wg własnego pomysłu i możliwości.

Emi powiedziała, że obiad był wyjątkowo pyszny. Także spoko... ;)




Zupa krem z marchewek (przpis podaję, bo dokonałam pewnych modyfikacji):
-10 sporych marchewek - obranych i przekrojonych w poprzek na pół
-1 spora cebula - pokrojona
-2-3 łyżki oleju do smażenia
-2 łyżeczki imbiru - u mnie proszek z torebki
-4 kubki zimnej wody (żeby marchewki były ledwie przykryte)
-sól
-sok z 1 pomarańczy

Na dnie garnka z grubym dnem rozgrzać olej i zeszklić cebulę, dodać imbir, a po minucie marchewki, sól i wodę. Zagotować i gotować aż marchewki zmiękną. Odstawić z kuchni, dodać sok z pomarańczy i bardzo dokładnie zmiksować.

Przepis na śmietanę słonecznikową podawałam TUTAJ - można zrobić wcześniej i przechowywać w lodówce

 Pieczone ziemniaczki:
-ok.2 kg ziemniaków
-olej
-czosnek granulowany
-przyprawa pikantna do kurczaka (Prymat)
-pieprz ziołowy

Ziemniaki obrać* i pokroić w mniejsze cząstki (ja wybrałam tzw. łódeczki, czyli ćwiartki pokrojone na jeszcze cieńsze kawałki), wrzucić do osolonego wrzątku i od momentu ponownego zawrzenia gotować ok 3-4 minut. Odcedzić na sicie, przełożyć na blachę wyłożoną papierem, skropić olejem, posypać przyprawami i bardzo delikatnie wymieszać. Piec w temp. 200 st.C (bez termoobiegu) na dolnym i górnym grzaniu, aż nabiorą ładnego, rumianego koloru. Kontrolować jakość pieczenia, w trakcie warto ziemniaki przemieszać nieco. Pod koniec można włączyć grill.
Przed podaniem można posolić.

*Nie chciałam obierać, ale skórka na moich ziemniakach była taka...no mało zachęcająca.

SOSY DO ZIEMNIACZKÓW:

Musztardowy, słodki sos (ten brązowy ;)
-ok.3 łyżek sosu sojowego (tu bezglutenowy)
-2 łyżki syropu z agawy (lub innego, gęstego słodziwa)
-sok z połowy pomarańczy
-2 łyżeczki dobrej musztardy
-1 łyżka oleju

Pierwsze cztery składniki zmiksować, dodać olej i miksować jeszcze chwilkę.

Czosnkowy sos majonezowy:
-2-3 łyżki sojonezu
-sól do smaku
-sok z cytryny do smaku
-czosnek granulowany, oregano, bazylia, płatki słodkiej papryki (albo tak jak u mnie przyprawa do bruschetty Prymatu*.

Wszystkie składniki wymieszać.

Obok sosów warto postawić też hummus - wzbogaca danie m.in. w białko i wapń.

Sałatka:
-3 ogórki - obrane
-2-3 garście pomidorków koktajlowych
-2-3 garście posiekanego szczypiorku
-1 łycha sojonezu (własnej roboty ;)
-sok z cytryny, sól, cukier i pieprz do smaku

Warzywa pokroić, przełożyć do głębszej miski. Sok z cytryny i przyprawy dodać do sojonezu i wymieszać.
Tak przyprawionym sosem polać warzywa, wymieszać, podawać.


*Aha, jkbc nie jestem na liście płac firmy Prymat - po prostu lubię ich produkty... ;)







sobota, 13 sierpnia 2016

Ryż z warzywami po azjatycku

Jaki obiad zabrać do pracy, gdy czasu jest bardzo mało? Poranny pośpiech nie pozwala na zbyt długie rozważania i sprzyja natychmiastowym decyzjom. Warzywa na sposób azjatycki to danie ekspresowe. Dobrze też smakuje odgrzewane ;)




Ryż basmati:
-1 szklanka ryżu
-2 łyżki oleju
-2 szklanki wrzątku

Suchy ryż podsmażać na oleju w garnku o grubszym dnie. Często mieszać. Gdy część ziarenek zbieleje, zmniejszyć płomień pod garnkiem i dodać wodę -UWAGA, KIPI! - żeby się nie poparzyć, użyć rękawicy, a minutę przed dolaniem wody zmniejszyć płomień do minimum. Natychmiast przykryć pokrywką. NIE MIESZAĆ! Ryż sobie poradzi bez tego ;)
Gotować do wchłonięcia całej wody (pewnie koło kwadransa - warto w tym czasie przygotować warzywa). Wyłączyć płomień i wziąć poranny prysznic.

Warzywa:
-2-3 łyżki oleju
-1/2 średniej cebuli pokrojonej w półplasterki
-kawałek zielonej papryki pokrojony w krótkie paseczki
-kawałek cukinii pokrojonej w półplasterki
-3 ząbki czosnku pokrojone w plasterki
-2 łyżki ciecierzycy (tu z puszki)
-imbir (u mnie 1/2 łyżeczki w proszku)
-olej sezamowy
-sos sojowy do smaku(tu akurat bezglutenowy)
-1 łyżka octu (ryżowy, jabłkowy itp)
-szczypta cukru
-zrumieniony na patelni sezam
-szczypiorek

Na rozgrzany na patelni olej wrzucić wszystkie pokrojone warzywa, smażyć mieszając. Po kilku minutach, gdy warzywa zaczną się lekko rumienić, dodać imbir, sos sojowy i ocet. Smażyć ok. 5 minut.

Warzywa podawać na gorącym ryżu, polane olejem sezamowym i posypane prażonym sezamem oraz szczypiorkiem.


I jeszcze chrupki z mąki z ciecierzycy - mocno pieprzne, ale jak dla mnie wielce okej. W Auchan za 4,15 zł.
No i skład całkiem spoko jak na junk food (TU).

piątek, 12 sierpnia 2016

Śniadaniowy krem jaglany z owocami

Jak już pisałam, nie przepadam za słodkimi śniadaniami. Ale akurat gotowała się kasza jaglana (z myślą o jaglanych nuggetsach - jak dla mnie idealnych na śniadanie ;), gdy czas przed wyjściem do pracy nagle się skurczył. Uznałam więc, że zmiksowanie owoców z kaszą i mlekiem zajmie ledwie parę minut, zatem może jednak ulegnę i zjem coś wbrew swoim przyzwyczajeniom. 
Ale skoro tak, to niech to nie będzie bardzo słodkie, bo potem aż mdli... Banany sobie świetnie poradziły ;)


Krem jaglany:
-2 przejrzałe banany (takie z kropkami na skórce)
-10 truskawek (u mnie domowe, mrożone)
-mleko roślinne do nadania konsystencji (u mnie sojowe i napój kokosowy - akurat takie miałam)
-4-6 łyżek ugotowanej kaszy jaglanej*

Wszystkie składniki zmiksować na gładką masę.
Jako dodatek użyć sezonowe owoce - tu borówki i porzeczki.

Danie najlepiej smakuje na zimno - z lodówki.

*Ja dodałam 8 łyżek kaszy - trochę mało były wyczuwalne w smaku truskawki... ;)


wtorek, 9 sierpnia 2016

Kalafiorowa zupa-krem z pieczonymi warzywami i szczypiorkiem

Lubię kalafiorową ze śmietaną i koperkiem - taką, wiecie, warzywną. Ale ostatnio, dla odmiany, zamarzyła mi się zupa krem. Ma zupełnie inny smak - jadł ją nawet mój mąż, który za gotowanym kalafiorem niespecjalnie przepada.
Na pomysł z pieczonymi warzywami wpadła moja starsza córka, Emi. I ona je przygotowała wg własnego pomysłu.
Dzięki temu zupa prezentuje się wyjątkowo ładnie. No i  ciekawie smakuje :)


Pieczone warzywa:
-nieduże buraki
-marchewki
-sól, papryka słodka i ostra, bazylia, tymianek, czosnek granulowany
-olej

Obrane warzywa pokroić w półcentymetrowe plastry, przełożyć do miski, polać olejem i potraktować przyprawami.
Piec na blaszce w piekarniku rozgrzanym do temp. 180 st.C przez ok 40 minut - grzanie górne i dolne bez termoobiegu.

 Zupa:
-1 średni kalafior podzielony na różyczki
-5 średnich ziemniaków - obranych i pokrojonych
-1 średnia pietruszka - obrana i utarta na tarce
-1 spora cebula - pokrojona dość drobno
-1 kubek łuskanych ziaren słonecznika - opłukanych na sicie
-1 szklanka mleka kokosowego (może być sojowe, migdałowe itp... ;)
-2 łyżki soku z cytryny
-sól, pieprz
-ok. 5 kubków wody
-olej do smażenia

W dużym garnku zeszklić cebulę, dodać resztę warzyw i smażyć kilka minut niemal stale mieszając. Potem dodać słonecznik i zalać wodą - powinna ledwo przykryć warzywa, dodać sól, zagotować i gotować, aż warzywa będą miękkie - ok. 30-40 minut.
Na koniec dodać świeżo mielony pieprz (sporo!), sok z cytryny, oraz mleko i zmiksować, aż powstanie gładka masa. Jeżeli będzie zbyt gęsta, ewentualnie dodać nieco mleka lub wody.

Zupę przełożyć do miseczki, na wierzchu położyć kilka plasterków pieczonych warzyw. Ozdobić drobno pokrojonym szczypiorkiem - fajnie podkręca smak.





to zdjęcie robił Kacper, chłopak Emilki

sobota, 6 sierpnia 2016

Śmietanowy tort dla Mai

Kilka dni temu moja młodsza córka obchodziła siedemnaste urodziny.
Przyjaciółki zafundowały jej seans w kinie (horror...), a potem całą ekipą poszli szukać przygód w Horror House. (Brrrr...!) :)
Ale Maja jest też miłośniczką pieczenia ciast, dostała więc od nas, oprócz innych prezentów, nową (nareszcie!) prostokątną, dużą brytfannę, okrągłą tortownicę, zamykane plastikowe pudełko, do którego wejdzie i przechowa się cała blacha ciasta, nową, gumową łopatkę, krajalnicę do jabłek oraz miarki. Uwierzcie, była naprawdę szczęśliwa (choć najbardziej chyba ucieszył ją nowy łuk... ;)
A jednym z prezentów było wspólne przygotowanie tortu, bo takiego doświadczenia jeszcze nie miała. Oczywiście tort jest wegański i bezglutenowy. Tego ostatniego doświadczenia nawet ja nie miałam, zatem eksperyment był absolutny.
W sumie wyszło całkiem okej.


Jestem człowiekiem pospiesznym z wiecznym deficytem czasu, zatem moje torty wychodzą trochę podobnie jak te Małgorzaty Musierowicz z "Całusków pani Darling" - zawsze im czegoś zabraknie, a to śmietany na boki (bo kupiłam za mało śmietan-fixów), a to ciasto nie do końca prosto się przekroi i efekt końcowy troszkę przypomina krzywą wieżę w znanym włoskim mieście na Pe. No różnie... Choć jednak hałda owoców maskuje nieco przekrzywiony horyzont - pełna profeska! (fajnie mieć urodziny latem ;)
Ale do smaku nie można się przyczepić raczej (choć mój perfekcjonizm podpowiada, żeby następnym razem nie dodawać mąki jaglanej, tylko zostać przy ryżowej, jak w oryginale)


Tort śmietanowy:

Ciasto (przepis od wegAnki):
-1 szklanka mąki ryżowej*
-1 szklanka mąki jaglanej (Maja zmieliła w elektrycznym młynku do kawy)
-2 łyżki siemienia lnianego(też zmielone w młynku)
-1/2 szklanki cukru pudru
-1 cukier waniliowy (znalazłam taki z prawdziwą wanilią)
-2 kopiaste łyżeczki proszku do pieczenia (udało mi się kupić sporą paczkę bezglutenowego za 2 złote! :)
-1 łyżka octu jabłkowego
-1/3 szklanki oleju (lepiej byłoby 1/2, jak u wegAnki)
-1 i 1/4 szklanki mleka sojowego

Do nasączania:
-1 torebka herbaty zalana pół szklanką wrzątku
-sok wyciśnięty z połowy pomarańczy

*obie mąki możesz spokojnie zamienić na 2 szklanki zwykłej, pszennej, tortowej typ 450 ;)

Suche składniki wymieszać, połączyć z mokrymi i zmiksować.
Przełożyć do wysmarowanej olejem i wysypanej mąką tortownicy (u mnie 24 cm). Piec ok 35 minut w temp. ok. 180 st.C (dolny palnik bez termoobiegu). Ja po wyłączeniu piekarnika, zostawiłam ciasto w środku na ok. 10 minut, żeby się ewentualnie dosuszyło.
Potem wyjąć i ostudzić.

Krem śmietanowy (pisałam o nim TUTAJ):
-ok 3 szklanek (750 ml) schłodzonego w lodówce mleka kokosowego - wybierajcie ZAWSZE bez dodatków, które koszmarnie psują smak.
-5 łyżeczek cukru pudru
-1 cukier waniliowy
-3 śmietan-fixy

+ owoce, gorzka czekolada i własnej roboty dżem truskawkowy do przekładania i ozdabiania

Mleko miksować klika minut aż zacznie gęstnieć. Dodać cukier i śmietan-fixy i miksować jeszcze chwilę.

Działania końcowe:
Ciasto odwrócić do góry dnem, położyć już na właściwym talerzu (czyli na tym, na którym będzie prezentowany reszcie świata ;).
Ostrym, długim nożem przekroić ciasto na dwa płaskie blaty (uwaga, bezglutenowe są dosyć kruche!). Wewnętrzne strony ciasta nasączyć herbatą (polewam z łyżki).
Blat na talerzu posmarować dżemem, połową ubitego mleka koko, i ozdobić owocami (u nas to winogrona, banany polane sokiem z cytryny, mandarynki, borówki i czerwone porzeczki).
Przykryć drugim blatem - wewnętrzną stroną do dołu.
Wierzch blatu nasączyć sokiem z pomarańczy.
Resztę śmietany (czyli mleka) rozsmarować na wierzchu i (jeśli starczy...) na bokach ciasta.
Ozdobić resztą owoców i czekoladą.
Potem to już tylko jeść, choć tort lepszy jest po przynajmniej godzinie w lodówce.


sobota, 23 lipca 2016

Kotleciki quinoa z suszonymi pomidorami i szpinakiem

Zaszalałam - quinoa, czyli komosa ryżowa, nie jest wprawdzie zbożem przyjaznym dla portfela, ale dla zdrowia to już owszem - ma niski indeks glikemiczny, nie zawiera glutenu, za to sporo białka. Poza tym mangan, magnez, wapń, żelazo, miedź i fosfor, tłuszcze omega-3, lizynę, oraz sporo witaminy E i B. (tu)
No po prostu skarb!
Skarb bardzo łatwo się przygotowuje, a spożywać go można jak zwykłą kaszę - sam, lub z dodatkami, albo wszystko to wymieszać, dodać jakieś zdrowe, kleiste, co połączy ze sobą ziarenka, uformować kotlety i upiec je, lub usmażyć.
Ja usmażyłam, bo już by chyba było zbyt zdrowo...



Kotleciki z quinoa:
-1 szkl ziaren quinoa*
-2 szkl wody
-5-6 suszonych pomidorów z zalewy (pokroić drobno)
-5-6 kulek mrożonego szpinaku (rozmrozić)
-1 nieduża, czerwona cebula (pokroić drobno)
-1 ząb czosnku (utarty  na drobnej tarce)
-ok 1/3 szkl świeżo zmielonego siemienia lnianego (zmieliłam mniej więcej 2 łyżki ziaren)
-sól&pieprz do smaku
-mąka kukurydziana do panierowania (ewentualnie)

*Nie załamuj rąk jeśli nie masz quinoa - możesz użyć np. kaszy jaglanej ;)

Kaszę przepłukać na sitku, przełożyć do garnka, zalać wodą, zagotować i gotować, aż płyn zniknie znad powierzchni ziaren. Przykryć i odstawić do wystudzenia - w tym czasie reszta wody wchłonie się w ziarna.

Potem już tylko wymieszać z kaszą wszystkie składniki bardzo dokładnie, lepić kotleciki, obtaczać w panierce i smażyć na złoto.

Kotleciki mają dosyć delikatną, wilgotną konsystencję, aż się zastanawiam, czy ich następnym razem jednak nie upiec, bo może nie będą aż takie suche, jak zwykle wychodzą z pieca...

Mi najbardziej smakują w pieczywie z dodatkiem sosów i warzyw (zdjęcie nieco słabe...)




Niebo nad Piasecznem.



wtorek, 19 lipca 2016

Domowe nuggetsy jaglane

Ostatnio chodził za mną smak... no sama nie wiem na co. Na smażone i tłuste. I słone. I takie, żeby można było podskubywać sobie. I żeby jeszcze nie było jakieś piekielnie drogie. Smażone w plastrach ziemniaki już mi się przejadły i pomyślałam, że takie na przykład kotleciki a'la nuggetsy to byłoby to. Z kaszy jaglanej, bo ostatnio jakoś mi bardzo podchodzi to ziarenko. Pomysł inspirowany przepisem z jednego z moich ulubionych blogów - Smakoszki Jaroszki, modyfikowany według własnych porywów kulinarnych.
I takie oto nuggetsy maczane w keczupie, a najlepiej w mocno czosnkowym sosie na bazie sojonezu to już naprawdę są niemożliwie pyszne :)



Nuggetsy z kaszy jaglanej:
-1 kubek suchej kaszy jaglanej
-1 łyżka oleju (można pominąć)
-2 i 1/3 kubka wrzątku

Kaszę podprażyć na rozgrzanym oleju, aż większość ziarenek zrobi się jaśniejsza. Dodać wrzątek, przykryć i NIE MIESZAJĄC gotować pod pokrywką na maleńkim płomieniu, aż cała woda się wchłonie.

Poza tym:
-1 kostka tofu (180g) rozgnieciona porządnie widelcem
-1 pełna łyżka przyprawy "do kurczaka" - ja lubię Prymat - niedrogie, polskie i bez glutaminianu sodu
-4 ząbki czosnku starte na drobnej tarce
-sól i pieprz do smaku
-1 łyżka octu - naprawdę warto, nie jest wyczuwalny, ale zdecydowanie poprawia smak
-1 łyżka mąki kukurydzianej
-1 łyżka mąki ziemniaczanej
-1 kopiasta łyżka mielonego siemienia lnianego (zmiel tuż przed użyciem)
-ok 2-4 łyżek wody dla nadania konsystencji

Ugotowaną i przestudzoną kaszę, oraz wszystkie pozostałe składniki bardzo dokładnie wymieszać (najlepiej własną ręką) i odstawić na kilka chwil. W tym czasie można przygotować panierkę.

Panierka:
-1 łyżka mąki kukurydzianej
-woda do nadania konsystencji
-czosnek granulowany, sól, chili itp

Wymieszać używając tyle wody, żeby konsystencja była zbliżona do śmietany.

Z masy jaglanej formować nieduże, płaskie kotleciki - podłużne, trójkątne, albo jakie kto woli, maczać je w panierce i smażyć na rozgrzanym oleju, na średnim płomieniu.

Nuggetsy bardzo lubię wcinać pobierając łapką wprost z półmiska i maczając w miseczce z sosem. Myślę, że tej formie świetnie sprawdzą się na jakiejś domowej imprezie.

Można je też podać jako danie obiadowe w towarzystwie warzyw gotowanych oraz surowych.



Gotowane warzywa z obiadu można odsmażać na oleju z sezamem i pałaszować bardzo wieczorową porą oglądając w telewizorni powtórki CSI NY.




No i Kicia oraz jej foch.


czwartek, 14 lipca 2016

Naleśniki z ciecierzycy z farszem pieczarkowo-śmietanowym


Jak już może niektórzy zauważyli, ostatnio na blogu pojawiają się przepisy bez udziału glutenu. Powiem Wam szszerze, że jestem chyba ostatnią osobą, która ot, tak podążyłaby za tą wszechobecną modą na bezglutenowość, gdyż jak każdy uwielbiam gluten a także nie lubię robić tego co wszyscy. Jednak od dobrych dwóch lat ciągle coś mi dolegało - chodziłam od lekarza do lekarza, i czułam się jak symulantka, bo w rezultacie wszystkie wyniki badań były niemal doskonałe. W końcu, po ostatnim ataku bólu stawów (2 tygodnie na L4...) i wykluczeniu wszelkich Poważnych i Groźnych Choróbsk, w związku z występującą w mojej bliskiej rodzinie celiakią, w akcie desperacji postanowiłam spróbować jednak tej nieszczęsnej diety bezglutenowej. 
No i co? No i bardzo szybko okazało się, że przestałam puchnąć, stawy niemal przestały mi dokuczać (wreszcie wbiegłam jak niegdyś po schodach co drugi stopień na piętro - pierwszy raz od lat...!), zaczęłam tracić na wadzę (gdyż prawdopodobnie jestem wśród tych 39 %, którzy tyją z powodu nadwrażliwości na gluten, a nie chudną) i wreszcie nie muszę bez przerwy podjadać, no i przestało dolegać mi to straszne, obezwładniające zmęczenie (wcześniej mogłam spać 10 - 12 godzin, a i tak byłam śpiąca i nic mi się robić nie chciało nie z lenistwa /albo, nie tylko z tego powodu/, ale z takiej jakiejś niemocy... dziś, mimo urlopu i braku budzika, wstaję wypoczęta między 5.00 a 8.00 rano :). Minęło też jakieś dziwne zaćmienie umysłowe (wcześniej doszło do tego, że obawiałam się prowadzić auto, bo robiłam coraz więcej głupot za kierownicą, aż zaczynało to być niebezpieczne) oraz ciągły smutek, no taki jakiś depresyjny bezsens życia. 

A już myślałam, że to przedwczesna starość... ;)

Zaznaczam, że nikogo nie namawiam na tego typu eksperymenty - ja miałam pewne podstawy do podejrzeń, że to jednak to, a jak wspominałam wcześniej, wykluczyłam wraz z lekarzem niemal wszystkie inne możliwe jednostki chorobowe, ale (jak też wspominałam) w mojej bliskiej rodzinie są osoby z celiakią, stąd i u mnie jest pewne prawdopodobieństwo występowania tej choroby.

Zmiana jakości życia jest dla mnie tak niesamowicie pozytywna, że w zasadzie nie mam problemów, z utrzymaniem diety - poprzednie złe samopoczucie było długotrwałe i bardzo, bardzo nieprzyjemne, i chyba w jakiś sposób traumatyczne, w efekcie czego teraz bez problemu odmawiam poczęstunku, zawierającego zakazany składnik. 
Choć nie powiem, sentymentalnie pachną mi kajzerki i francuskie ciasto... ;>

Aha, jeśli ktokolwiek obawia się, że teraz to już nie da się gotować normalnie z moich przepisów, uspokoję: macie większy wybór kasz, a wszelka mąka glutenowa wiąże podobnie, a przeważnie lepiej, niż ta bez glutenu. Dlatego zastępujcie mąkę na przykład ciecierzycową zwykłą, pszenną. Albo nie zastępujcie, gdyż ta z ciecierzycy smakuje naprawdę dobrze i zawiera sporo białka :)
Bo na ten przykład dziś naleśniki z tej mąki - przepis podejrzany u Wegenerata Biegowego (TU), z farszem z mojego starego przepisu. Wyszły tak:


Spoko, prawda...? :)

Naleśniki z mąki z ciecierzycy:
-1 szklanka mąki z ciecierzycy
-1 szklanka wody
-0,5 łyżeczki soli
-spora szczypta mielonego kminku (dla tych co nie lubią: praktycznie go nie czuć, a wspomaga trawienie)

Wszystkie składniki zmiksować i odstawić, żeby się mąka rozkleiła i lepiej wiązała

O farszu pisałam kiedyś TU , o śmietanie TU - dziś nowa edycja.

Farsz pieczarkowo-śmietanowy:
-0,5 szklanki ziaren słonecznika + woda +sok z cytryny i sól do smaku
-6-8 pokrojonych sporych pieczarek
-pół pokrojonej w półplasterki młodej, niedużej cukinii (ze skórką)
-1 spora, pokrojona cebula
-2-3 zęby czosnku ("zęby", tak, bo u mnie przeważnie są duże) starte na małych oczkach tarki
-0,5 puszki kukurydzy (możesz ugotować w kolbie - ja się zwykle spieszę)
-sól&pieprz

Na śmietanę: słonecznik namoczyć na noc. (No dobra, ja ugotowałam w wodzie przez jakieś 7-10 minut.) Następnie przepłukać go pod bieżącą wodą, przełożyć do naczynia, dodać ok. pół szklanki wody i miksować aż masa będzie gładka. Gdy jednak zbyt gęsta, dodać kapkę wody. Na koniec dodać sok z cytryny i sól.

Cebulę zeszklić na oleju z dodatkiem soli, a gdy prawie że się rumieni, dodać czosnek, a po chwili pieczarki i cukinię. Zwiększyć płomień i smażyć wszystko kilka minut kontrolując, czy się nie przypala - wtedy mieszać. Dodać kukurydzę, sól i pieprz, podsmażyć jeszcze chwilę mieszając, a na koniec dodać śmietanę. Teraz może się poparkotać dosłownie ze dwie minuty. I już.

Naleśniki smażyć (choć niekiedy jest to trudne, gdy jest burza, a pies boi się hałaśliwych grzmotów...) na teflonowej patelni z rozgrzaną łyżeczką oleju.*


Na usmażony naleśnik nakładać farsz, zwijać w rulonik i podawać - na przykład z ketchupem, sosem czosnkowym z sojonezu i szczypiorem z dymki.


*Próbowałam smażyć bez smarowania patelni olejem, dodając go tylko odrobinę do ciasta, ale naleśniki wówczas traciły elastyczność i łamały się podczas rolowania.


Naleśniki można też podawać jako kluski z barszczem ukraińskim - wystarczy zrolowany bez farszu naleśnik pokroić w półcentymetrowe kawałeczki i układać w talerzu z zupą.


A tu jeszcze bransoletka - pamiątka z wyjazdu młodszej córki w Bieszczady.
Ładna, co nie...? :)



niedziela, 10 lipca 2016

Curry z młodymi ziemniakami, fasolką i koperkiem

 Lubię gęste, zawiesiste sosy z zanurzonymi w nich warzywami. Curry z mleczkiem kokosowym można jeść niezależnie od pogody - danie to pochodzi z gorących rejonów świata, więc na upał jest w sam raz, ale świetnie też nadaje się na chłodniejszą, deszczową porę - wówczas rozgrzewa i nasyca.

Dzisiejszą wersję wypatrzyłam na blogu Medytujemy, ale jak zwykle zmodyfikowałam do własnych potrzeb i możliwości.
Uczciwie uprzedzam, że z podanej ilości składników spokojnie da radę nakarmić nie tylko czteroosobową rodzinę, ale też wszystkich Krewnych i Znajomych Królika...


Curry z młodymi ziemniakami, fasolką i koperkiem - moja wersja:
-3 łyżki oleju kokosowego (jeśli nie masz, użyj zwykłego, rzepakowego)
-1 spora czerwona cebula
-3 spore zęby czosnku
-kg młodych, małych ziemniaków (nie miałam aż tak młodych i małych jak w przepisie - użyłam nieco       większych, oskrobałam je nożem i pokroiłam na połówki)
-2 łyżeczki kminu rzymskiego w ziarenkach
-2 średnie papryki - 1 zielona, 1 żółta
-1 opakowanie curry od Prymat (nie zawiera glutaminianu - można użyć mniej)
-1 puszka drobnej, białej fasolki (zastąp gotowaną w domu jeśli wolisz)
-1 czubata łyżeczka soli
-1 pęczek poszatkowanego koperku
-0,5 litra mleka kokosowego
-sok z połowy cytryny
-świeżo mielony pieprz

Na dnie sporego stalowego garnka o grubym dnie zeszklić pokrojoną cebulę, dodać czosnek w półplasterkach, a po chwili kmin rzymski i ziemniaki. Przykryć i dusić ok. 7-10 minut (mój garnek nie miał powłoki nieprzywierającej, dlatego musiałam mieszać danie odrywając ziemniaki od dna, co 1-2 minuty).
Następnie dodać pokrojoną paprykę, curry oraz sól, postawić garnek na gazie na specjalnej płytce zapobiegającej przywieraniu, przykryć i dusić ok 20 minut. mieszając jednak "ode dna" co jakiś czas. Jeśli mimo tego danie za bardzo się rumieni, można dokapnąć odrobinę wrzątku.
Gdy ziemniaki będą już wystarczająco miękkie dodać fasolkę, mleko kokosowe oraz sok z cytryny, zamieszać i poparkotać pod przykryciem jeszcze chwilkę.
Przed podaniem posypać obficie siekanym koperkiem i oprószyć świeżo mielonym pieprzem.
Ja wraz z koprem sypnęłam również na talerz krojony szczypior z dymki.





sobota, 2 lipca 2016

Kremowe pesto


Pesto chodziło za mną od kilku dni, ale ciągle coś wypadało innego ( głównie brak czasu ;) Ale w końcu Weganon mnie zainspirował i jak tylko znalazłam wolniejszą chwilę, udało się je wykonać. Jak zwykle ostatnio u mnie, zrobione ze słonecznika. Sypnęło mi się go zbyt wiele, ale w sumie stało się wielce okej, bo sos wyszedł bardzo kremowy i syty.
Oczywiście podstawą są zioła - w oryginale bazylia,  jednakże nie posiadałam jej, użyłam zatem rukoli, natki pietruszki oraz mięty z mojego ogródka.


Kremowe pesto:

-listki z 3 gałązek mięty
-garść rukoli
-1/2 sporego pęczka natki pietruszki (same listki)
-ok. 1/2 szkl pestek słonecznika
-2-3 spore ząbki czosnku utarte na drobnej tarce
-ok 1/3 szkl oliwy z oliwek
-sól do smaku
-1 kopiasta łyżeczka drożdży w kostce zalana 2 łyżkami wrzątku i podgotowana (zamiast płatków drożdżowych ;)

-ewentualnie kilka łyżek gorącej wody dla nadania konsystencji
-kilka kaparów do posypania - naprawdę fantastycznie podkręcają smak - można zastąpić zielonymi oliwkami lub wcale nie używać.

-makaron


Wszystkie składniki sosu zmiksować uważając, by w masie były widoczne drobniutkie kawałki liści i ziaren. Na koniec, jeśli trzeba, dodać wodę.

Makaron ugotować al dente wg przepisu na opakowaniu.

Ugotowany makaron połączyć w wyższym naczyniu z sosem, przełożyć na talerz i posypać kaparami.






środa, 29 czerwca 2016

Risotto z cukinią, pieczarkami, tofu i białym winem


Nie przepadam za zwykłym białym ryżem (no, chyba że w kotletach...), ale basmati, jaśminowy czy arborio to już zupełnie inna sprawa.
Do zrobienia risotto potrzebny będzie właśnie arborio - biały, okrągły ryż, który podczas gotowania rozkleja się nadając potrawie charakterystyczną, budyniowatą konsystencję.
O risotto pisałam już kiedyś (tutaj), ale dzisiaj postanowiłam, że będzie to potrawa jednodaniowa, czyli wszelkie dodatki warzywno-białkowe będą zawarte w daniu, a nie podane obok.
Wyszło tak:



Całkiem spoko, c'nie ;)
A robi się tak:

Risotto:
-1 szkl ryżu arborio
-2-3 łyżki oleju kokosowego (oliwy lub zwykłego oleju)
-0,5 szkl białego, wytrawnego wina (można pominąć)
-ok. 2 szkl bulionu warzywnego (należałoby mieć domowej roboty, ale ja użyłam gotowca)
-1,5 sporej, czerwonej cebuli pokrojonej w drobną kostkę
-1 nieduża, młoda cukinia pokrojona w ćwierćplasterki
-3 spore pieczarki pokrojone jakoś drobniej
-0,5 opakowania tofu naturalnego (ok. 90 g)
-olej do podsmażenia warzyw (ok 2 łyżek, lub wg uznania)
-sól&pieprz
-pół łyżeczki suszonego tymianku (może być z doniczki ;)
-1-2 łyżeczki octu balsamicznego (lub ryżowego - ostatecznie winny, czy jabłkowy też da radę)

Na patelni zeszklić cebulę, dodać cukinię, pieczarki, tofu i przyprawy, i dusić pod przykryciem mieszając niekiedy (10-15 minut)

W wyższym garnku o grubszym dnie rozgrzać olej koko, dodać ryż i stale mieszając czekać aż większość ziarenek stanie się szklista. Dodać wino, wymieszać porządnie, a po chwili (gdy wino już się wchłonie) dolać mniej więcej 2/3 bulionu (najlepiej gorącego). Wymieszać porządnie i poczekać, aż spora część płynu wchłonie się w ziarenka ryżu. Wtedy jest czas na przerzucenie warzyw, dolanie reszty bulionu wymieszanie i pilnowanie, żeby podczas gotowania całość nie przywarła do dna.
Gdy już płynu prawie nie ma (czyli mniej więcej po 20 minutach) wyłączyć płomień, dodać ocet*, wymieszać porządnie i zostawić danie na przynajmniej kwadrans, żeby się ryż "odstał".

Można podawać jak zwykle (łychą pac! na talerz), lub najpierw porcję włożyć do przepłukanej wcześniej wodą np. filiżanki tak, żeby była prawie pełna, i ostrożnie przełożyć na talerz - woda sprawi, że danie powinno ładnie wysunąć się z foremki.
I chyba w zasadzie to już wszystko... :)

*Myślę, że dwie łyżeczki całkowicie wystarczą, ja dodałam trzy i jest nieco ciut za mocno wyczuwalny. Rzecz jasna można go wcale nie dodawać :)






sobota, 4 czerwca 2016

Penne z sosem pomidorowym i soczewicą

Niby jeszcze wiosna, ale upały już bardzo letnie. Chciałoby się, żeby obiad był sycący, ale nie za ciężki. Dlatego dziś penne z sosem pomidorowym (bo to lekkie) z dodatkiem czerwonej soczewicy (bo sycące). Baza, to w zasadzie okrojony ze składników sos boloński, o którym pisałam tutaj.


 Sos pomidorowy:
-1 spora cebula drobno pokrojona
-3-4 łyżki oleju do smażenia
-2-3 ząbki czosnku starte na drobnej tarce (lub pokrojone)
-3 łyżki czerwonej soczewicy
-wrzątek (tyle, by przykryło masę na ok. 3 cm - ewent. dolewać)
-kilka obranych ze skórki i pokrojonych pomidorów (powinno być pewnie z kilogram, ale miałam tylko cztery)
-ewent. passata pomidorowa/pomidory krojone z puszki itp.
-sól, pieprz, oregano, słodka papryka
-kilka czarnych oliwek pokrojonych w plasterki
-kilka czarnych oliwek w całości do ozdobienia potrawy na talerzu
-2 -3 łyżki soku z pomarańczy
-1 łyżeczka syropu z agawy lub cukru

-1/2 opakowania makaronu penne - może być inny wg uznania i możliwości

Makaron ugotować al dente wg przepisu na opakowaniu.

W garnku o grubszym dnie rozgrzać olej i dodać, posolić i zeszklić cebulę. Włożyć czosnek, a po chwili soczewicę oraz wodę. Woda bardzo się wchłania, więc należy kontrolować jej ilość i ewentualnie dodawać. Należy też od czasu do czasu przemieszać danie, żeby nie przywarło do dna garnka. Gdy ziarenka będą wystarczająco miękkie, a spora część wody odparuje, dodać pokrojone i ewentualnie passatę (ja ją dodałam z braku wystarczającej ilości pomidorów. Ale oczywiście można pominąć.), oraz przyprawy. Gotować, aż pomidory zaczną się rozpadać. Na koniec włożyć do garnka pokrojone oliwki, sok z pomarańczy i syrop z agawy - wymieszać i odstawić na chwilę.

W garnku ( np tym od gotowania makaronu) wymieszać makaron z sosem. Przekładać do talerzy ozdabiając oliwkami, listkami bazylii, albo (jak u mnie) pokrojoną natką pietruszki.



 A tu tylko (w ramach deseru ofkors) moje zwierzaki, Lucy...


...oraz leniwe, poranne koty.



A. Void & James Mclean - Home
- ostatnio głównie to...


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...