środa, 17 kwietnia 2013

Jak poległam na dodatkach, co z tego wynikło oraz kilka fotek i dżem

W zasadzie nie używam bulionów w kostkach czy w proszku. Zarzuciłam ten proceder jakiś czas temu, z kilku powodów. Po pierwsze zdrowie - wiadomo jak bardzo naszpikowane są chemią i solą tego typu produkty. Po drugie, chciałam odzwyczaić swoje i swojej rodziny kubki smakowe od podstępnego działania glutaminianu sodu (E621) i jemu podobnych. Jak wiadomo glutaminian oszukuje język (mózg?) sprawiając, że potrawy wydają się atrakcyjniejsze w smaku. Nazywa się go piątym smakiem - umami.  Jego nadmierne spożycie może wywoływać różne niepożądane skutki jak zawroty głowy, palpitacje serca, nadmierna potliwość czy uczucie niepokoju - wszystkie one zwane są syndromem chińskiej restauracji.
Niegdyś, w Chinach, składnik ten produkowany był z popularnego glonu kombu i to jeszcze było OK.
Obecnie w przemyśle stosuje się glutaminian pochodzący z fermentacji bakteryjnej cukrów, melasu lub skrobi.
dosyć ciekawie na ten temat TUTAJ, TUTAJ oraz TUTAJ

W niedawnych postach pisałam o dodawaniu bulionowych kostek grzybowych do dań. Skusiłam się wbrew wcześniejszym postanowieniom. Nie zalecam! Niefrasobliwie nie sprawdziłam co zawierają kostki Winiar. Tzn przeczytałam, ale nic nie wydało mi się podejrzanego. A że nie używałam wcześniej, to nie wgłębiałam się w temat. Niby nie jem mięsa od kilku lat, ale moja dieta bazowała częściej na produktach dosyć bezpiecznych jeśli chodzi o zawartość składników odzwierzęcych. Uśpiła się moja czujność. A tu znajduję, obok wspomnianego glutaminianu, rzecz o tajemniczej nazwie  5'-rybonukleotydy disodowe -kod E635. Jakoś mi się to wydało składnikiem syntetycznym. A tu trzeba się zabawić w detektywa przed użyciem, gdyż okazuje się, że E635  - oprócz tego, iż ma działanie 5x silniejsze od E621, to jeszcze może być pochodzenia zwierzęcego.

Podobnie dwa kolejne, bardzo popularne poprawiacze smaku  E627 (10-20x silniejsze działanie od glutaminianu!) i E631

Dla zainteresowanych TUTAJ jest tabelka z kolorowymi oznaczeniami wykazująca czy dany składnik (skoro juz się decydujemy na jego używanie) jest wegański czy też nie - warto sobie druknąć i nosić w portfelu. Link dostałam od Katarzyny Biernackiej - prezeski Stowarzyszenia Empatia - zadałam pytanie w sprawie potyczek kulinarnych, w których, mam nadzieję, wezmę udział, ale temat się rozwinął. Polecam też (bo i mi polecono...) zaglądanie na Forum Empatii -  powiem Wam, że zaglądam tam niekiedy, ale najwyraźniej zbyt rzadko. Zachęcam Was jednak do tego, gdyż jest tam (oraz na stronie Empatii) cała masa przydatnych informacji, dzięki którym nie będziecie mieli takich wpadek, jak moja.
W każdym razie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - wpadka zaliczona, przyznaję się bez bicia, ale i kolejna wiedza zdobyta oraz puszczona w wirtualną przestrzeń ku przestrodze.


A tu pizza z tym nieszczęsnym chili z kostką Winiar - pomijając niepożądany składnik, dodanie chili do pizzy+pieczarki, kuku, tymianek, czosnek gran oraz cebula oczywiście, to całkiem niezłe połączenie. Wypróbuję niebawem z sosem bolognese z soczewicy





W ogóle mam ostatnio wyjątkowe upodobanie do cebuli

10 dni później


najlepiej surowej na kanapkach - to chyba długi i śnieżny przednówek spowodował, ze czuję potrzebę uodpornienia się w ten sposób - tu z pastą z soczewicy 





może być też czerwona, smażona w towarzystwie czosnku (2 wielkie zęby w plasterkach) i innych dodatków - tak nieco na sposób chiński, skoro już jesteśmy w temacie. Może tu już mniej uodparnia. 
Plus sezam w ziarnach i w oleju.





Popijam też wodę z kiszenia ogórków - domowej roboty mojej przyjaciółki Kamili - powiem Wam, pychota
Choć pewnie dla koneserów... ;-p




Wyborne dzisiejsze śniadanie - musli z sojowym mlekiem czekoladowym+sezam.
Sezam to mój kolejny bzik kulinarny - tu możliwe że spowodowany zapotrzebowaniem na wapń po złamaniu  nogi - sypię go do co drugiej potrawy. 



Wiosna napełnia mnie energią. Wczoraj wpadłam w jakiś szał porządków - umyłam dwa wielkie okna, jedno wielkie lustro, uprałam masę ubrań, poodkurzałam i umyłam podłogi.  Ech, jeszcze tylko wypiorę zasłony i będzie można się do śniadania wielkanocnego szykować... ;)

Teraz za to leże i odpoczywam. Tzn moja noga. I słucham muzyki. Mówiłam, że lubię Pearl Jam?




4 komentarze:

  1. Mogę Cię trochę uspokoić co do E635. Pytałem u źródła i zostałem zapewniony, że rybonukleotydy disodowe w produktach Winiar nie są pochodzenia zwierzęcego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dobrze wiedzieć! Dzięki za info :)
      Ale póki co zraziłam się do tego typu pomocy kulinarnej i na pewien czas dam sobie spokój z podobnymi eksperymentami. Poza tym zdrowiej tak ;)

      Usuń
    2. A czy Winiary pod pojęciem pochodzenia zwierzęcego rozumie również, że nie pochodzi z ryb?

      Usuń
    3. myślę, że w tym wypadku ryby to też zwierzęta ;)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...